sobota, 26 marca 2016

~4~

Rozdział dedykuję osobie, przez którą tak długo nie ujrzał światła dziennego, a jedynie skrywał się w czeluściach mojego dysku. Osoba ta nie czyta tego bloga, ale mimo to, chciałabym jej przekazać, że tęsknię. Bardzo.
~
Nie mogła otworzyć oczu. 
Powieki były zdecydowanie zbyt ciężkie, a światło które docierało do jej źrenic mimo usilnych starań  zdawało się wypalać je od środka. Żołądek był zupełnie pusty i obolały. W prawym uchu słyszała dziwny pisk, a w lewym...w lewym nie słyszała nic. Czuła się jak gdyby  połowa jej głowy była przywiązana do balonika z helem, a połowa do worka pełnego żelaza. Zawsze tak tłumaczyła swój stan lekarzom w szpitalu, a oni zawsze prosili żeby dokładniej wytłumaczyła co ma na myśli. Czy odczuwa jakikolwiek ból? Czy ma wrażenie jakby jakaś część jej była nieobecna? Nie wiedziała dlaczego nie rozumieją że tego nie da się dokładniej wytłumaczyć. Miała na szczęście świadomość tego co się dzieje. Że wracają do niej objawy choroby. Pamiętała jeszcze kiedy była w głębokiej depresji i nic do niej nie docierało. Jak lekarz tłumaczył jej, że najgorsze jest to, że ona nie zdaje sobie świadomości z tego jak jest z nią źle. Nie rozumiała że to co czuje jest chorobą. Po dwóch próbach samobójczych wyszła z tego. Udało jej się. Wróciła do normalnego życia, ale czasami były takie momenty kiedy...traciła panowanie. Bo "to" wciąż w niej było. Stało się nieodłączną częścią niej, ukrytą bardzo głęboko, ale jednak istniejącą. Głód ponownie dał o sobie znać przerywając jej rozmyślania. Potrzebowała czyjejś pomocy. Kogoś, komu może bezgranicznie ufać i kto ją zrozumie...potrzebuje teraz Harry'ego. Tylko...jak go tu sprowadzić? W filmie lub książce właśnie w tym momencie Harry wszedłby do mieszkania. Ot tak, bez powodu. Ale to było życie, nie fikcja i trzeba było coś wymyślić.Gdzie jest różdżka? Delikatnie rozejrzała się po pokoju i odetchnęła z ulgą. Leżała na komodzie koło łóżka, na wyciągnięcie ręki. Powoli wyciągnęła rękę starając się ignorować mdłości i narastający ból głowy i złapała magiczny przedmiot w drżącą dłoń. Mruknęła pod nosem formułkę a z jej różdżki wyskoczyła cudowna, jasno błękitna wydra.
-Harry, przyjdź teraz. To bardzo ważne. Potrzebuję cię. -Powiedziała, a wydra zmieniła się w ulotną mgiełkę i zniknęła za oknem. "Proszę cię, bądź jak najszybciej..." pomyślała Miona, tuż przed zapadnięciem w płytki, niespokojny sen.
~
"Harry, przyjdź teraz. To bardzo ważne. Potrzebuję cię" .Potter jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce w którym przed chwilą stało małe zwierzątko, po czym bez namysłu teleportował się do mieszkania swojej przyjaciółki. Widok który tam zastał był przerażający.
-Na Merlina, Hermiono! -krzyknął -Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś...-Urwał nagle, ale dziewczyna wiedziała co ma na myśli. Wygląda jakby była po próbie samobójczej. Harry już kiedyś widział ją w takim stanie...
-Przedawkowałam...eliksir nasenny. -jęknęła. - I jestem OKROPNIE głodna.
Harry pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Chyba powinienem znać jakieś zaklęcie oczyszczające...- mruknął i zapatrzył się z zamyśleniem w okno.
-Och Harry! Na prawdę? Jesteś aurorem. Książkę "zaklęcia medyczne" powinieneś znać na pamięć! -wykrzyknęła panna Granger, a chłopak uśmiechnął się.
-Nie wierzę -powiedział z wielkim uśmiechem. -Znowu mówisz jak Hermiona wiem-to-wszystko Granger!
-Panie Potter! -wykrzyknęła -Nie pozwala pan sobie na zbyt wiele? -zapytała oschłym tonem po czym obydwoje roześmiali się. Nagle Hermiona znów pobladła i zwymiotowała żółcią.
-Możesz...rzucić to zaklęcie...?- szepnęła słabo
-Oczywiście, oczywiście...- mruknął Harry po czym nagle wykrzyknął olśniony - Wiem! -wycelował różdżką w Hermionę i powiedział-  Mundate venenum!
Dziewczyna westchnęła z ulgą a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. 
-jest lepiej. O wiele lepiej. Tylko jakbyś mógł, proszę, zrobić coś do jedzenia? Cokolwiek. Byle szybko. 
-Oczywiście, Hermiono kochana, już lecę - zasalutował po czym pobiegł truchtem w stronę kuchni.
~
Już po chwili siedzieli razem nad talerzem ze stertą kanapek i rozmawiali uśmiechnięci. Przypominali sobie czasy Hogwartu, beztroskie (no cóż, w ich przypadku nie koniecznie beztroskie) dni spędzone na zamku, spacery po błoniach, wizyty w bibliotece. Nagle Harry zapatrzył się gdzieś w dal, po czym zerknął na Hermionę i zapytał:
-Byłaś wczoraj u Ginny, prawda? -Dziewczyna pobladła lekko na wspomnienie jej napadu przed wejściem na salę... I tego, co powiedziała jej przyjaciółka. 
-Tak...byłam. 
-I jak? Co ci powiedziała? 
-Ona...-dziewczyna wahała się tylko przez chwilę -Ona opowiadała mi, jak bardzo się boi. Martwi się, że coś może pójść nie tak. -Chłopak westchnął z ulgą. 
-To dobrze. Wiesz, Hermiono, bałem się...bałem się, że jest na przykład na coś chora i nie chce mi o tym powiedzieć. Że coś jej zagraża. 
-To nic, Harry. Na prawdę. Ona się tylko bardzo, bardzo niepokoi.-powiedziała, a w jej oczach pojawiły się łzy. Zamrugała szybko by się ich pozbyć. Nie wyda Ginny. Nigdy. 
~
Jakim cudem Blaise Zabini? Nie znali się. Może minęli się raz czy dwa na korytarzu, ale przecież codziennie mijało się tysiące uczniów. Ona nigdy nie zwróciła szczególnej uwagi akurat nie NIEGO. Co się w takim razie zmieniło? Ginevra nie była puszczalska, tego Hermiona była pewna. Fakt,kiedyś dosyć często zmieniała chłopaków, ale nigdy nie dochodziło do niczego, poza pocałunkami. Ona na więcej nie pozwalała. Miała swoją godność. Jak więc mogła pokochać Zabiniego? Kiedy to zaszło? I przede wszystkim: Dlaczego Hermiona, jej najlepsza przyjaciółka tego nie zauważyła...? Dlaczego ją zawiodła...?
~
-Widziałeś gdzieś ostatnio Rona? 
-Tak, wczoraj wieczorem, kiedy wrócił ze spotkania z tobą. -Dziewczyna zachmurzyła się i spojrzała ze smutkiem na Harry'ego. Miała wrażenie, że działo się coś złego. 
-Nie było żadnego spotkania, Harry. 
~
Cześć Hermiono! -zawołał rudowłosy mężczyzna w drzwiach. -Jak się czujesz? 
-Już wszystko dobrze. -Powiedziała z lekkim uśmiechem. Potter stał w drzwiach do pokoju dziewczyny. Co robił wczoraj Ron? Dlaczego go okłamał? 
-Cześć Ron. -powiedział -Ja muszę już lecieć, zajmiesz się Mioną? 
-Oczywiście -uśmiechnął się promiennie. -Mam dla ciebie, skarbie, cały dzień.
Teraz Hermiona zaczęła zastanawiać się, czy napisanie do jej narzeczonego było dobrym pomysłem. Nie była gotowa na tę rozmowę. Co jeżeli nie będzie umiał się wytłumaczyć? Ale pomimo jej wątpliwości, teraz nie miała już wyjścia.
-Tak jak wczoraj...?-zapytała cicho. Ron patrzył na nią przez chwilę zdziwiony i już chciał się odezwać, gdy nagle zbladł i otworzył szeroko oczy.
-Jak...jak ty...przecież...-wydukał.
-Byłam w Norze. Chciałam się z tobą zobaczyć, ale spotkałam jedynie Molly. Wiesz co mi powiedziała? Że pojechałeś na umówione ze mną spotkanie.
Ron westchnął ciężko, wbił spojrzenie w ziemię i sięgnął ręką do torby.
-Ja...chciałem żeby to była niespodzianka, ale skoro i tak już wiesz, nie ma teraz sensu odgrywać jakiegoś przedstawienia. Proszę, to dla ciebie, Hermiono Jean Granger. -mówiąc to, wyciągnął czarne, podłużne pudełko i podał je dziewczynie. Serce byłej Gryfonki zatrzepotało. Te wszystkie złe przeczucia były nieuzasadnione. Miał dla niej prezent. Znów chciał tylko okazać jej swoją miłość, a ona znów wszystko zepsuła. Wzięła pudełko w drżącą dłoń, delikatnie odchyliła wieczko i zaparło jej dech w piersi. W środku leżała drobna, szczerozłota bransoletka z malutkim rubinem. Musiała kosztować majątek. 
-Ron, to jest...jest...Och, Ronaldzie!- Krzyknęła z wielkim uśmiechem i rzuciła mu się na szyję, odkładając uprzednio naszyjnik na szafkę obok. 
-Czyli podoba ci się?
-Bardzo. -szepnęła wtulona w niego. Może go nie kochała, ale przy nim mogła zapomnieć o wszystkim. Przy nim mogła być po prostu szczęśliwa.
~
Wena z dnia na dzień opuszcza mnie coraz bardziej. Mam nadzieję, że ten blog nie stanie się kolejnym blogiem-widmo, jak wszystkie pozostałe mojego autorstwa.
Dziękuję wam. Za to, że jesteście i czytacie.
I proszę tym razem o dużą dawkę krytyki. Potrzebuję mocnej motywacji do wzięcia się za siebie ;)

niedziela, 11 października 2015

Miniaturka - Where we land

https://www.youtube.com/watch?v=MV0OzHjMimc

Miniaturka inspirowana piosenką "Where we land"
~

Treat me beneath this clear night sky
And I will lie with you
I start to feel those butterflies
When I’m next to you



Nie mogłem się do tego przyznać
Nie mogłem powiedzieć ci tego wszystkiego
Nie mogłem pokazać ci kim dla mnie jesteś
Nie mogłem ci podziękować
Za to, że uleczyłaś moją duszę


Tell me your secrets
Give me a friend
Let all the good times flood in


Chciałbym żebyśmy poznali się jeszcze raz
Móc zmienić naszą historię
Czy potrafisz zrozumieć ile to dla mnie znaczy?
Wciąż przypominam sobie te chwile kiedy byliśmy szczęśliwi
Szczęśliwi, ale samotni

Do I love you?
Do I hate you?
I can't make up my mind

Ranimy siebie nawzajem
Ale nie chcemy odejść
Tyle sprzecznych uczuć kłębi się w mojej głowie
Nie wiem co ze sobą zrobić
Chcę tylko twojego szczęścia


So let’s freefall
See where we land

Nie ma już zasad
Pragnę być sobą
Pokazać ci kim naprawdę jestem
Dajmy się ponieść chwili
Zapomnijmy o przeszłości


It’s been this way since we were young
We’ll fight and then make up
I’ll breathe your air into my lungs
When I feel your touch

Zobacz mnie takiego jakim jestem
Zobacz te wszystkie znaki jakie ci dawałem
Nie mogliśmy znaleść wspólnego języka
A mimo to wprowadzałaś we mnie zamęt
Niszczyłaś moją maskę
Budziłaś we mnie ludzkie uczucia


Tell me your secrets 
Give me a friend 
Let all the good times flood in 
Do I love you?
Do I hate you?
I can’t make up my mind
So let’s freefall
And see where we land

Zostań
Posłuchaj bicia mojego serca
Ono bije tylko dla ciebie
Może mnie  nienawidzisz
Może czujesz to samo co ja
Ale chcę żebyś była przy mnie
Zawsze
~

Pewnego dnia Moone siedziała sobie na fotelu i kręciła się w kółko, gdy nagle naszła ją ochota na napisanie jakiegoś krótkiego tekstu. Włączyła więc komputer i napisała tą oto miniaturkę.

poniedziałek, 5 października 2015

~3~

Cześć :)
Wiem że bardzo długo byłam nieobecna, ale ostatnio mam coraz mniej weny i ciężko mi pisać nowe rozdziały. Bardzo dziękuję Wiktorii Adamczyk oraz Mathers M. za komentarze. Mam nadzieję że pomimo trudności uda mi się napisać chociaż trochę interesujący rozdział.

Notka bez bety
Jeżeli ktoś widzi wyraźne błędy i miałby ochotę coś z nimi zrobić proszę napisać do mnie na adres
moone.blogger@gmail.com

~
Droga Gigi
mam nadzieję że u ciebie wszystko dobrze.
Wiem że ostatnie tygodnie były dla ciebie ciężkie, ale wiedz, że mi też nie jest łatwo. 
Tęsknię
Misia
~
Kochana Misiu
Tak bardzo chciałabym się z tobą zobaczyć.
Odwiedzisz nas w najbliższym czasie?
Jest nam ciężko, ale czekamy na was tak jak zawsze.
Niedługo szkoła i egzaminy.
Boję się
Stresuję się.
Gigi
~
Gigi
Mam nadzieję że wiesz, iż egzaminy nie są najważniejsze.
Ważne żebyś była szczęśliwa.
Szkoła może byś bardzo, bardzo stresująca.
Niestety w najbliższym czasie nie będę miała sposobności żeby cię odwiedzić
Twoja
Misia
~
Kochana Misiu
szkoda że twoje listy są takie krótkie. BardzO chciałabym zobaczyć się z tobą w najbliższym czasie, ale rozumiem że niestety teraz to niemożliwe.
bardzo  boJĘ się że nie zdążycie przyjechać na święta. 
czy powinnam? 
Strach i Niepewność mnie przytłaczAją. 
PEwnie tęsknisz tak samo mocno jak ja.
Gigi
~
Gigi
Rozumiem twoje obawy
Faktycznie  jest szansa, że nie wrócimy na święta.
Bardzo, bardzo brakuje mi ciebie tutaj.
Z niecierpliwością oczekuję naszego spotkania.
Spotkaliśmy już parę naprawdę czarujących osób. 
Bardzo polubili naszą gromadkę.
Wszędzie się za nami włóczą.
Kiedy będzie ci mnie brakować, okryj się kocem który ode mnie dostałaś.
Spróbuj wyobrazić sobie wtedy, że przytulam cię tak, jak kiedyś.
Misia
~
Znaleźli nas. Nie odpisuj.
~
Wszystko stało się naraz. Kiedy Ginny nagle zemdlała, aparatura do której była podłączona zaczęła przerażająco piszczeć i szumieć. Do pokoju wbiegła pielęgniarka i natychmiast, bez słowa, zabrała się do sprawdzania danych wyświetlających się na maszynach. Po chwili wbiegła kolejna pielęgniarka która zajęła się ocenianiem stanu zdrowia Ginevry i jej dziecka. Hermiona siedziała osłupiała. Nie potrafiła oderwać wzroku od małej Weasley'ówny leżącej na łóżku szpitalnym, pomimo tego, że tak bardzo nie chciała na to patrzeć. Nie chciała widzieć, jak podtykają jej różne rurki. Nie chciała tego widzieć, bo nie chciała aby do jej głowy przedostała się chociażby najmniejsza myśl o tym, że jej ukochanej, przyszywanej młodszej siostrzyczce może się coś stać. Tyle razem przeszły...Czym prędzej odgoniła od siebie te myśli. przecież ona tylko zemdlała! Od tego się nie umiera. Szatynka wzięła dwa głębokie wdechy.
-Przepraszam bardzo, czy...czy wszystko dobrze?- Zapytała się lekko drżącym głosem jednej z kobiet, które weszły do sali.
-Za niecały miesiąc panna Weasley ma termin porodu. Nie powinna się denerwować.
-Ale nic jej nie będzie, prawda?
-Oczywiście że nie. - Pielęgniarka uśmiechnęła się ciepło do Hermiony. -Zaraz podamy jej kilka eliksirów i wszystko będzie dobrze.
-Czy mogła by pani przekazać jej jak się obudzi że...musiałam pójść się przejść żeby to wszystko przemyśleć?
-Oczywiście, kochana. Idź się przewietrzyć -Kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Brązowooka starała się nie pokazywać po sobie jak bardzo ją to irytuje. Wiedziała że wszyscy dookoła przez co najmniej następne pół roku będą ją traktować jak porcelanową laleczkę, która może zbić się przy chociażby głośniejszym oddychaniu. Nie chciała tego. Była silna. Pomimo tego że spotkało ją tyle okrucieństwa ona się nie załamała. Wolała by żeby nikt nie wiedział kim jest. Wolała by znów być najzwyklejszą w świecie Hermioną Granger. Czasami myślała nawet że wolała by nie być czarownicą, ale wtedy przypominała sobie o Harry'm, o Ronie i o Ginny. Gdyby nie magiczny świat nigdy nie dane było by jej ich poznać. Westchnęła cicho, a następnie wstała ze swojego miejsca obok szpitalnego łóżka i skierowała się do drzwi. Wiedziała gdzie pójdzie. Do Nory.
~
Nora nie była już tą ruderą co kiedyś. Rodzina Weasley'ów dostała sporą sumę galeonów za duży wkład w walkę i postanowiła zainwestować w odnowę miejsca zamieszkania. Pozostała ciepła oraz rodzinna atmosfera, ale teraz dom był większy i zrobiony z estetycznie złożonego drewna z brzozy. Teraz nie sprawiał wrażenia rozpadającej się rudery. Wyglądał jak przytulny zakątek, w którym można się schować kiedy ma się zły humor. Jak miejsce w którym nie istnieje strach ani smutek. Hermiona kochała to miejsce całym sercem. Zapukała do drzwi, które prawie natychmiast otworzyły się szeroko i stanęła w nich uśmiechnięta od ucha do ucha Molly.
-Hermiona! Witaj kochanie! -Wykrzyknęła matka grupy rudzielców po czym przytuliła się do dziewczyny. -Wejdź do środka, zrobię ci gorącą czekoladę.
-Dziękuję za propozycję, ale na razie wpadłam tylko na chwilkę żeby wziąć ze sobą Rona -Powiedziała Miona na którą sam widok pani Weasley działał kojąco. Była wspaniałym przykładem kochającej matki.
-Rona? -Zapytała ze zdziwieniem -No patrz, jakieś dwadzieścia minut temu wyszedł mówiąc że jest z tobą umówiony! Chyba nie dogadaliście się co do miejsca spotkania -Zaśmiała się perliście.
-Wyszedł? -Teraz z kolei Brązowowłosa otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia. -Nie umawialiśmy się  dzisiaj.
-Naprawdę? No cóż...Ostatnio jest trochę rozkojarzony. Pewnie pomyliły mu się daty.
-Pewnie tak. -Westchnęła Miona -W takim razie ja już pójdę. Do widzenia.
-Pamiętaj, że możesz przychodzić kiedy tylko chcesz. -Powiedziała na odchodnym Molly i zamknęła drzwi.
-Będę pamiętać -Szepnęła Granger po czym deportowała się z głośnym trzaskiem.
~
Stała przed kafejką w okolicach centrum Londynu. Zawsze przychodziła tu kiedy musiała pomyśleć. Była stałą klientką i blisko przyjaźniła się z kilkoma pracownikami więc zazwyczaj dostawała darmową kawę. Usiadła przy jednym ze stolików na dworze. Gdzie poszedł Ron? Dlaczego powiedział że idzie na randkę z nią? Inne dziewczyny pewnie pomyślały by w tym momencie że ich chłopak je zdradza, ale nie Hermiona. W czasie wojny nauczyła się jednego. Cokolwiek by się stało trzeba ufać swoim przyjaciołom. Wiedziała że może na nich polegać w każdej chwili swojego życia. Nawet teraz wiedziała jak bardzo Ronald poświęca się dla niej. Powiedziała mu kiedyś że na razie nie jest w stanie nikogo pokochać i nie wie czy jeszcze kiedykolwiek będzie to możliwe. Mimo tego on stwierdził że zrobi wszystko aby z nim została. Wiedział że istnieje możliwość że Hermiona nigdy nie poczuje miłości do żadnego człowieka, ale wiedział także że jego pieniądze które staną się po ślubie ich wspólnym majątkiem są dziewczynie bardzo potrzebne. Mała łza spłynęła jej po policzku. Otarła ją wierzchem dłoni i zachichotała cicho. Cała sytuacja wydała jej się nagle bardzo zabawna. Ron przecież nie mógł iść na randkę z nią, ponieważ ona go nie kocha. To takie bez sensu. Wzięła głęboki wdech. Czuła że znowu daje o sobie znać jej choroba psychiczna. Po wojnie cały czas była smutna, nie wiedziała dlaczego. Powinna była się cieszyć, a jednak cały czas płakała. Na początku była to głęboka żałoba po śmierci rodziców, ale potem było co raz gorzej. Hermiona miała dwie próby samobójcze. Do teraz nie potrafi opisać co wtedy myślała. Targały nią całkiem sprzeczne odczucia. Zabrano ją na odział psychiatryczny w Św. Mungu, i tam właśnie wykryto u niej cylkofrenię, odmianę depresji. Przez kilka miesięcy chodziła na intensywną terapię, aż w końcu uzdrowiciele zgodnie stwierdzili że dziewczyna może spokojnie wrócić do domu. Choroba nie nękała jej już tak jak kiedyś, ale wciąż miała znaczne wahania nastrojów. Pogrążona w myślach panna Granger siedziała na krześle wpatrzona w niebo, gdy nagle zdała sobie sprawę, że ktoś na nią patrzy. Na jej bliznę z napisem "Szlama". Mógł być to albo ciekawski czarodziej, pełen współczucia i dobrych chęci, a tacy właśnie irytowali ją najbardziej, lub mugol, zastanawiający się co oznacza to słowo, i dlaczego młoda dziewczyna ma je wycięte na przedramieniu. Ze zdenerwowaniem odwróciła się w stronę z której, jak jej się wydawało, ktoś na nią patrzył. Podniosła wzrok i zachłysnęła się powietrzem, gdy jej czekoladowe tęczówki natknęły się na te o kolorze stali. Wstała szybko przewracając krzesło, odbiegła za budynek i natychmiast deportowała się do swojego mieszkania. Gdy była już na miejscu zataczając się weszła do sypialni, na oślep sięgnęła po eliksir uspokajający po czym jednym szybkim ruchem wypiła cały flakonik. Z jej oczu lały się łzy, a ona sama powoli odzyskiwała zdolność oddychania. Powoli odpływała. Przedawkowany płyn zaczął działać natychmiast. Osunęła się na łóżko i zasnęła skulona na brzegu.
Bała się go jak nikogo innego. I jednocześnie nienawidziła go całym sercem.
~
Twarz, ubrania, włosy. Nic z tych rzeczy nie wywoływało u niej tak silnej reakcji. Tylko oczy. Szare, zimne oczy które widywała kiedyś tak często, które śmiały się jej w twarz gdy ona płakała, które były powodem jej płaczu za czasów Hogwartu, w które patrzyła z niemym błaganiem torturowana przez Bellatrix. Oczy które widziały jej cierpienie, i nie pojawiła się w nich ani odrobina ludzkich uczuć. 
Oczy Dracona Malfoya.
~
Jest! W końcu!
Pisałam ten rozdział kilka dni, i jestem przerażona gdy widzę jaki jest krótki. Ciekawie zacznie się robić w piątym rozdziale (Chyba że wyjątkowo napiszę jakąś długą notkę, wtedy w czwartym :) )
Przepraszam za tak długie odstępy w czasie pomiędzy rozdziałami, ale niestety - wena nie pojawia się na zawołanie.
Może ktoś z was ma jakiś utwór, piosenkę która inspiruje go do pisania?
Jeżeli tak, mogła bym prosić o link? ;)

Niedobra i zła autorka, która wenę ma raz na tydzień
~Moone

sobota, 1 sierpnia 2015

~2~

 długo wyczekiwany rozdział 2 :)
Ashta, przepraszam że nie wysyłam najpierw do zabetowania, ale chcę szybko wstawić ten rozdział i pisać dalej ;)
~
Hermiona szła tanecznym krokiem przez ulicę. Spojrzała kątem oka na listę sklepów które miała odwiedzić. Na samym początku były sklepy czarodziejskie, ponieważ nie miała wystarczająco dużo zwykłych, mugolskich pieniędzy, aby kupić za nie suknię ślubną. Westchnęła ciężko. Miała by mnóstwo pieniędzy, gdyby nie prawo. Rodzice zmarli w Australii. Gdy uporała się z depresją i problemami psychicznymi  zaczęła upominać się o spadek, ale stwierdzono że nie ukończyła ona żadnej szkoły i że nie jest uprawniona do posiadania tak dużej sumy pieniędzy. Taki był los mugolaków. Musieli zadecydować: jeden świat lub drugi. Zawsze wybierano oczywiście świat magiczny. Świat niezwykły. Ale miało to swoje konsekwencje. Konsekwencje które ona mogła teraz odczuć bardzo wyraźnie. Brak pieniędzy w zwykłym świecie mocno jej doskwierał. Nie mogła doczekać się ślubu z Ronem. Miało to rozwiązać wszystkie jej problemy, ponieważ chłopak dostał bardzo dobrze płatna pracę w ministerstwie. Pogrążona w myślach, jednym machnięciem różdżki przeniosła się na ulicę pokątną, pod sklep Madame Malkin. Weszła do środka i rozejrzała się z uwielbieniem po wnętrzu. Było tu dokładnie tak ,jak to zapamiętała. Nie odwiedzała tego sklepu od ponad pięciu lat, a wszystko wyglądało tak, jakby przyszła tu pierwszy raz najwyżej wczoraj. Dzieci stały na stołkach, a Madame Malkin mierzyła je i dopasowywała im szaty. Hermiona ominęła część z szatami do Hogwartu z lekkim uśmiechem na twarzy i przeszła do działu dla kobiet. Skierowała się w stronę najnowszych sukienek. Szukała czegoś...wyjątkowego. Czegoś delikatnego, co dodawałoby jej uroku i niewinności. Co prawda już nie była małą, słodką dziewczynką, ale na ślubie właśnie tak chciała się poczuć. Jakby zaczynała życie od nowa. Spotkało ją tak wiele strasznych, wręcz niewyobrażalnych rzeczy, a ona wciąż się trzymała i dodawała w złych momentach otuchy przyjaciołom. A po wyjściu za Rona wszystko miało stać się łatwe. Takie jak dawniej. Westchnęła i nagle poczuła jak ktoś trąca ją w ramie, na tyle mocno, że ledwo utrzymała się na nogach. Z delikatnym uśmiechem odwróciła się za siebie, ale tam nikogo nie było. Przewróciła oczami i delikatnie pomachała ręką w powietrzu, po czym złapała za coś (lub kogoś), co prawdopodobnie stało tuż przed nią, i mocno pociągnęła. Spod peleryny niewidki wyłonił się nie kto inny jak Harry.
-Hermiono! - Krzyknął z radością i przytulił z radością - Nie uwierzysz co się stało!
-Nie wierzę! Pierwszy raz od kilku lat nazwałeś mnie moim pełnym imieniem! - Powiedziała Miona z udawanym zachwytem. Wybraniec zaśmiał się głośno, a parę przechodzących obok niego czarownic zerknęło na niego ze zgorszeniem.
-Ginny jest w ciąży! - Brązowowłosa zamarła. Czas jak gdyby się zatrzymał. Spojrzała na Harry'ego ze zdziwieniem, po czym nagle rzuciła mu się na szyję i zaczęła piszczeć z radości.
-Na Merlina! Od kiedy? Chłopiec czy dziewczynka? A może bliźniaki? Macie już pomysł na imię? Myślicie już o ślubie? Będę mogła zostać matką chrzestną? Który to już miesiąc? Czy...- Zasypała chłopaka pytaniami, ale on tylko uśmiechnął się.
-Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. 
-Och Harry...Ty jak zwykle działasz mi na nerwy.- Westchnęła brązowowłosa.
-Wiem. - Stwierdził wybraniec z rozbrajającą szczerością.
-Odpowiesz mi chociaż na jedno pytanie?
-Dobrze, ale tylko jedno- Szelmowski uśmiech wykwitnął na ustach wybrańca
-Jak się czuje Gin? - Nastała cisza. W oczach chłopaka błysnął cień strachu i niepewności, ale po chwili milczenia odpowiedział.
-Ona...ona ni czuła się zbyt dobrze. Bardzo się stresuje, i zabrali ja do świętego munga na badania. Okazało się że wszystko jest w porządku, ale Ginny...chciała tam zostać.
-Och.
-Ale to na pewno przez nerwy. Rozumiesz, hormony ciążowe i takie tam...
-Muszę iść się z nią zobaczyć. - Stwierdziła brązowooka.
-Ale...Ale Miona! Miałaś kupić suknię ślubną...
-Suknia może zaczekać. Moja przyjaciółka jak widać mnie potrzebuje. - Stwierdziła, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Harry złapał ją za ramię.
-Hermiono, ona...Ona nie przyjmuje gości. - powiedział, a widząc, że dziewczyna próbuje coś powiedzieć, dodał : Żadnych.
-Zrozum, Harry. Muszę zobaczyć co się z nią stało. I zobaczę. choćbym miała stać pod drzwiami jej sali przez cały dzień i całą noc. - Po tych słowach wybiegła z sali.
                                                                                ~
-Dzień dobry. Gdzie znajdę Ginny Weasley? - Hermiona szybkim krokiem weszła do budynku szpitala i stanęła zniecierpliwiona przed punktem informacji.
-Bardzo mi przykro, ale pani Weasley nie życzy sobie, aby ktokolwiek ja odwiedzał. - stwierdziła obojętnym tonem dziewczyna siedząca za ladą i wróciła do piłowania paznokci. W byłej gryfonce zagotowało się ze złości.
-Nic mnie do nie obchodzi do cholery jasnej! - Wrzasnęła -Mnie będzie chciała zobaczyć! Czy pani nie rozumie, że moja przyjaciółka, prawie że siostra prawdopodobnie ma teraz załamanie nerwowe?! Czy pani do rozumie?! ja się muszę z nią zobaczyć teraz! - A kiedy przestraszona kobieta chciała coś powiedzieć, Miona wrzasnęła - MAM TO GDZIEŚ ŻE ZACHOWUJĘ SIĘ JAK WARIATKA! JESTEM HERMIONA GRANGER I ŻĄDAM ŻEBY MNIE PANI TAM WPUŚCIŁA! -Po czym nagle rozpłakała się.
W oczach dziewczyny za ladą widać było przerażenie. Dookoła nich zebrała się już gromadka ludzi, którzy na nazwisko Granger natychmiast zaczęli szeptać między sobą. Miona wiedziała co mówią, pomimo tego że ich nie słyszała. "To ona! Przyjaciółka Pottera!", "Ponoć torturowali ją u Malfoy'ów","Tyle przeżyła!" "Widzisz? Tam, niedaleko nadgarstka. Wycięli jej napis szlama. ", "Biedna dziewczyna...". Nienawidziła tego. Nie była to niewdzięczność. Po prostu...kiedy oni o tym wszystkim mówili ona...czuła się jakby przeżywała to wszystko od nowa. Jakby to wszystko zdarzyło się jeszcze raz. Nagle jedne z drzwi do sal jednoosobowych otworzyły się. Burza skołtunionych, rudych włosów wyłoniła się zza framugi. Wszyscy odwrócili się w tamtą stronę. Hermionie zaparło dech w piersiach.
-Gin...-Szepnęła i zrobiła krok w jej stronę.
-M...M-Miona?- Jęknęła cicho Ginny. Chwilę stały i patrzyły sobie w oczy, z niekłamanym wzruszeniem, a po chwili rzuciły się sobie w objęcia.
-Hermiono, Mionko, Misiu, Miono...-Ginevra szeptała te słowa w kółko, bez przerwy i wymawiała je tak, jak gdyby były one dla niej najważniejszą rzeczą na świecie. - Ja...Ja myślałam że wszy-wszyscy o mnie zapomnieli...
-Ginny. Nie mogła bym o tobie zapomnieć. Nigdy. - Poczekała chwilę, aż rudowłosa dziewczyna wyplacze się w jej ramię a potem powiedziała:
-Chodź, opowiesz mi co się stało.
~
Mała Wesley'ówna leżała na łóżku, a obok na krześle siedziała panna Granger i delikatnie głaskała ją po ręce.
-Gigi...- zaczęła Hermiona i od razu zalał ją nurt wspomnień. Wojna. Ukrywanie się w lesie. Listy, pisane kodami. Gigi i Misia. Tak się podpisywały. Ponoć śmierciożercy znaleźli ich, złotą trójcę, przez wypowiedzenie słowa "Voldemort", ale dziewczyna wiedziała swoje. W jednym z listów nieumyślnie podała wskazówkę, która mogła naprowadzić popleczników Sami-Wiecie-Kogo na miejsce pobytu Jej i chłopaków.  Wiedziała że to przez nią, ale nigdy, nikomu o tym nie powiedziała. Ginny też milczała, jak zaklęta. To była ich mała, słodko-gorzka tajemnica. Zatopiona w myślach Miona prawie zapomniała gdzie się znajduje. Delikatnie potrząsnęła głową i zaczęła mówić dalej. Mimochodem zauważyła też, że na Ginny to stare przezwisko również wywołało duży wpływ. - Harry powiedział mi że cały czas się czymś martwisz. Że ciągle jesteś zestresowana. Powiedział...powiedział że nie chcesz widzieć żadnych gości. Nawet jego. On uważa że to przez hormony i takie tam, ale ja, czuję że jest jeszcze coś. Coś, o czym nie chcesz nikomu mówić. Czy mówię prawdę? - Ciężarna dziewczyna leżąca koło niej zacisnęła mocniej palce na dłoni brązowookiej. Po jej policzku spłynęła mała, samotna łza. -Możesz mi powiedzieć, kochanie. -Szeptała dalej, opiekuńczym tonem Granger.
-Nie powiesz nikomu? Hermiono, czy możesz mi przysiąc że nikomu nie powiesz?
-Przysięgam. Jeżeli chcesz możemy nawet zawrzeć magiczną przysięgę.
-Nie, wystarczy mi twoje słowo. Ufam ci. Powierzyłabym ci swoje życie.
-Więc...powiedz mi. Powiedz mi wszystko.
-To dziecko...To dziecko nie jest Harry'ego. - Jęknęła cicho Ginevra, a jej najlepsza przyjaciółka otworzyła szeroko oczy. Nie mogła złapać oddechu. Zaczęło jej się kręcić w głowie. Jak to: Nie Harry'ego?! To przecież nie możliwe! Zawsze byli nierozłączni. Kochali się jak nikt, kogo znała. Byli wzorem idealnej pary. Próbując opanować Bicie serca, Miona wycharczała cicho:
-Czy-Czyje?
-Zabiniego. Blaisa Zabiniego. -Odpowiedziała całkiem blada i drżąca na całym ciele Gin, po czym zemdlała.
~
I jak? Podobało się? :) Pisanie tego rozdziału było dla mnie niezmiernie męczące, ponieważ jako osoba o bardzo dużej empatii, silnie odczuwam uczucia postaci, o których piszę. Mam nadzieję że przy tym rozdziałe pojawi się komentarz od jakiegoś nowego czytelnika ;)

~Moone

sobota, 18 kwietnia 2015

~1~

Na wstępie:
  • rozdziały nie będą nazywane
  • nowe posty będą pojawiać się w okresie BARDZO nie regularnym
  • Nie będę dedykować rozdziałów, ale co jakiś czas wspomnę o kimś lub komuś podziękuję ;)
  • Rozdziały nie będą zbyt długie
Mam nadzieję że żaden czytelnik nie będzie miał nic przeciwko :)

~
Chciałabym podziękować Ashtcie (nie wiem jak to się odmienia T_T ) za pierwszy komentarz. :) Mam nadzieję że nie ostatni ;)

~
Hermiona obudziła się z krzykiem. Znów ten sen. Prześladował on ją od trzech tygodni i nie ustępował ani na chwilę. Ponadto widziała go, czuła go razem z emocjami w nim zawartymi, nawet w dzień. Nie mogła w pełni cieszyć się wszystkim co czekało ją w następnych dniach gdy przed oczami miała światła tira jadącego po prawie pustej drodze, rozpaczliwie próbującego zahamować i uniknąć zderzenia z małym autem osobowym. Najbardziej w całym śnie przerażało ją że jest on taki...realistyczny. Wydawało się że to wszystko dzieje się naprawdę. Ciężko jest wyrwać się wtedy z objęć nocy. Na razie ani razu nie udało jej się obudzić się w połowie snu. Zawsze zrywała się w tym samym momencie. W  momencie, w którym wie się już co się stanie, ale nie ma się czasu już na żadną reakcję. Nie ma się czasu na pomyślenie o bliskich. Nie ma się czasu na przeproszenie tych wszystkich, których przez całe swoje życie się zraniło. Nawet po obudzeniu ten moment, ten urywek snu wisiał jej przed oczami i rozsiewał grozę, która ogarniała ją całą i sprawiała że nie mogła czuć się już bezpieczna. Straszne są chwile w których widzisz małe dziecko biegnące przez ulicę i nagle zza
zakrętu wyjeżdża rozpędzony motocykl...albo gdy w aucie które cię mija widzisz szczęśliwą rodzinę,       a w wieczornych wiadomościach widzisz zdjęcia ich twarzy na liście zmarłych w wypadku samochodowym. W takim momencie czujesz, że mogłeś coś zrobić, a nie zrobiłeś. A czy możesz sobie wyobrazić gdy do takiej sceny dochodzi jeszcze żywe i wyraźne odczucie strachu, zaskoczenia i smutku, dokładnie takie jakie czuje osoba będąca ofiarą w zaistniałej sytuacji? Czy możesz wyobrazić sobie uczucie że to mogłeś być ty? Właśnie to czuła teraz Hermiona Granger. Strach. Na szczęście, nie była osobą która trzyma wszystkie problemy w sobie, i sama stara się z nimi uporać, choćby nie wiem jak duży ciężar niosłyby ze sobą. O tym dziwnym śnie poinformowała już przyjaciół, Harry'ego i Ginny, którzy już po kilku dniach znaleźli rozwiązanie. Eliksir rozbawienia. W odpowiedniej dawce powoduje śmiech, nieograniczoną radość oraz nadpobudliwość, ale w mniejszej porcji może sprawić że złe wspomnienia znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ( co w przypadku czarodziejskiego świata nie jest zbyt nadzwyczajnym określeniem). Tak czy inaczej od tych paru dni codziennie rano Miona zażywała owe kilka kropli eliksiru i mogła cieszyć się życiem tak samo jak kiedyś. Także tym razem pierwszą czynnością wykonaną po przebudzeniu się było pośpieszne napojenie się zbawczym płynem. Czuła jak płynie on w jej żyłach i sprawia że wszystkie problemy znikają. Odetchnęła z ulgą i wzięła się za dobieranie ubrań. W końcu jej wybór padł na delikatną, jasno różową sukienkę i kremowe buty. Uśmiechnęła się do odbicia. Musiała wyglądać wyjątkowo pięknie, ponieważ właśnie tego dnia z Ronem szli do sklepu wybrać suknię ślubną. Uroczystość miała się odbyć za dwa tygodnie i wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, najlepiej jeszcze trochę przed czasem (jak to na Hermionę Granger przystało). Jednym machnięciem różdżki, na którą od niedawna miała specjalny, elegancki pokrowiec i trzymała go zawsze przy sobie, przywołała na stół zestaw śniadaniowy w postaci miski z mlekiem, płatków oraz croissanta z dżemem. Usiadła i jedząc, zaczęła przyglądać się "ścianie wspomnień". Razem z Gin wpadły na ten pomysł tuż po przeprowadzce do Miony do nowego mieszkania. Na owej wyżej wspomnianej ścianie, która znajdowała się za kanapą, wisiało mnóstwo zdjęć: magicznych, poruszających się fotografii oraz zwykłych, mugolskich, z czasów jej dzieciństwa. Największa, znajdująca się po środku pokoju przedstawiała uśmiechniętych i machających ludzi na tle Hogwartu. Została zrobiona tuż po wielkiej odbudowie. Wszystkie postacie miały wycieńczone miny, a ciała mizerne. Widać było że pracowali od dawna, bez prawie żadnych przerw. Ale przez zmęczenie przebijała się wielka radość. W pierwszym rzędzie stało dobrze znane trio gryfonów. obok nich znajdowała się cała Gwardia Dumbledore'a oraz George z Fredem, który po ciężkich zabiegach i rehabilitacji wrócił do siebie, pomimo tego że przez jakiś czas był na skraju śmierci. Za tą gromadą kłębiło się mnóstwo osób z domu węża. Prawie cały Slytherin po śmierci Czarnego Pana "nawrócił się". Niektórzy naprawdę cieszyli się z końca niewoli, a niektórzy robili to, aby uniknąć wyroku w Azkabanie. Chyba jedynym który od czasu wojny nie pokazał się publicznie był Dracon Malfoy. Na początku krążyły pogłoski, że popełnił samobójstwo aby dołączyć do ojca, ale po tygodniu jeden z reporterów "Proroka" zobaczył go w oknie Malfoy Manor, upitego i rozwalającego większość przedmiotów które stanęły na jego drodze do kanapy, na której, położył się byłoby zbyt delikatnym określeniem, rozwalił się i zasnął płytkim snem, a z ust spływała mu stróżka śliny. Jednogłośnie stwierdzono że należy po prostu dać mu spokój, bo prędzej zacznie rzucać klątwami w kogokolwiek kto się do niego zbliży niż zacząłby tłumaczyć co jest przyczyną jego stanu. Dziewczyna otrząsnęła się z chwilowego zamyślenia, ponieważ wpatrzona w fotografię prawie wpakowała sobie łyżkę z mlekiem w sam środek czoła, szybko skończyła jedzenie, wstała, zerknęła na wychodnym w lustro i lekko poprawiła fryzurę, po czym uśmiechnęła się do odbicia i wyszła z domu.

~

Miałam dość duży dylemat czy wstawić to co mam, czy napisać dłuższy rozdział, ale postanowiłam, że lepiej nie przesadzać i resztę zostawiam na rozdział 2 :)

czwartek, 16 kwietnia 2015

~Prologue~ Inizio

Za oknem przewijają się w kółko te same obrazy. Drzewa pochylone są w stronę jezdni, a w wzdłuż drogi usypane są strome zbocza ze żwiru i gruzu. Na dworze jest lodowato, pomimo wczesnej wiosny, ale ja, siedząca we wnętrzu ciepłego samochodu nie odczuwam mrozu przenikającego do szpiku kości wszystkich podróżnych próbujących złapać stopa. Jestem pewna że będę żałować swojej decyzji. Więc? Dlaczego zdecydowałam się akurat na takie zakończenie? Dlaczego postanowiłam zapomnieć, chociaż wiedziałam że to niemożliwe? Westchnęłam cicho. Prowadzenie samochodu nie przychodził mi z łatwością, a zwłaszcza teraz, kiedy tyle się dzieje...nie chciałam dalej tego ciągnąć, ale czy naprawdę musiałam zakończyć to w ten sposób? uciekając bez słowa? Łzy zapiekły mnie pod powiekami i po raz kolejny w ciągu tych trzydziestu minut jazdy zmusiłam siebie do jechania prosto i nie zawracania. Zrobiło się cicho. Nawet w mojej głowie. Wszystkie moje myśli jakby skupiły się w jedno miejsce i wyszły na świat w postaci jednej, małej łzy płynącej powoli po moim policzku. starłam ją delikatnie. Teraz jechałam w zupełnej ciszy. Nagle poczułam wibracje w kieszeni kurtki. Kierownica wyślizgnęła mi się z rąk i zakręciła w bok. Wpadłam w poślizg. Dłuższą chwilę zajęło mi opanowanie pojazdu, ale udało się wrócić na drogę. Oddychałam nierówno. To on. Wiedziałam o tym. Czułam to. Sięgnęłam wolną ręką po telefon. SMS. To takie do niego niepodobne, ale jednak. Przypomniała jej się rozmowa z przed kilku dni. Wtedy to brzmiało ironicznie. Obraźliwie. Ale teraz nabrało sensu. Spojrzała na ekran i wtedy ciszę przerwał przeraźliwy pisk opon i ogłuszający dźwięk klaksonu.

~
Jeżeli ktoś jest ciekawy co oznacza nazwa rozdziału: Inizio to po Włosku początek :)
Liczę że prolog się spodoba.
Rozdział pierwszy mniej więcej za tydzień, ale może być szybciej.
Bardzo proszę o komentarze.
~Moone