sobota, 1 sierpnia 2015

~2~

 długo wyczekiwany rozdział 2 :)
Ashta, przepraszam że nie wysyłam najpierw do zabetowania, ale chcę szybko wstawić ten rozdział i pisać dalej ;)
~
Hermiona szła tanecznym krokiem przez ulicę. Spojrzała kątem oka na listę sklepów które miała odwiedzić. Na samym początku były sklepy czarodziejskie, ponieważ nie miała wystarczająco dużo zwykłych, mugolskich pieniędzy, aby kupić za nie suknię ślubną. Westchnęła ciężko. Miała by mnóstwo pieniędzy, gdyby nie prawo. Rodzice zmarli w Australii. Gdy uporała się z depresją i problemami psychicznymi  zaczęła upominać się o spadek, ale stwierdzono że nie ukończyła ona żadnej szkoły i że nie jest uprawniona do posiadania tak dużej sumy pieniędzy. Taki był los mugolaków. Musieli zadecydować: jeden świat lub drugi. Zawsze wybierano oczywiście świat magiczny. Świat niezwykły. Ale miało to swoje konsekwencje. Konsekwencje które ona mogła teraz odczuć bardzo wyraźnie. Brak pieniędzy w zwykłym świecie mocno jej doskwierał. Nie mogła doczekać się ślubu z Ronem. Miało to rozwiązać wszystkie jej problemy, ponieważ chłopak dostał bardzo dobrze płatna pracę w ministerstwie. Pogrążona w myślach, jednym machnięciem różdżki przeniosła się na ulicę pokątną, pod sklep Madame Malkin. Weszła do środka i rozejrzała się z uwielbieniem po wnętrzu. Było tu dokładnie tak ,jak to zapamiętała. Nie odwiedzała tego sklepu od ponad pięciu lat, a wszystko wyglądało tak, jakby przyszła tu pierwszy raz najwyżej wczoraj. Dzieci stały na stołkach, a Madame Malkin mierzyła je i dopasowywała im szaty. Hermiona ominęła część z szatami do Hogwartu z lekkim uśmiechem na twarzy i przeszła do działu dla kobiet. Skierowała się w stronę najnowszych sukienek. Szukała czegoś...wyjątkowego. Czegoś delikatnego, co dodawałoby jej uroku i niewinności. Co prawda już nie była małą, słodką dziewczynką, ale na ślubie właśnie tak chciała się poczuć. Jakby zaczynała życie od nowa. Spotkało ją tak wiele strasznych, wręcz niewyobrażalnych rzeczy, a ona wciąż się trzymała i dodawała w złych momentach otuchy przyjaciołom. A po wyjściu za Rona wszystko miało stać się łatwe. Takie jak dawniej. Westchnęła i nagle poczuła jak ktoś trąca ją w ramie, na tyle mocno, że ledwo utrzymała się na nogach. Z delikatnym uśmiechem odwróciła się za siebie, ale tam nikogo nie było. Przewróciła oczami i delikatnie pomachała ręką w powietrzu, po czym złapała za coś (lub kogoś), co prawdopodobnie stało tuż przed nią, i mocno pociągnęła. Spod peleryny niewidki wyłonił się nie kto inny jak Harry.
-Hermiono! - Krzyknął z radością i przytulił z radością - Nie uwierzysz co się stało!
-Nie wierzę! Pierwszy raz od kilku lat nazwałeś mnie moim pełnym imieniem! - Powiedziała Miona z udawanym zachwytem. Wybraniec zaśmiał się głośno, a parę przechodzących obok niego czarownic zerknęło na niego ze zgorszeniem.
-Ginny jest w ciąży! - Brązowowłosa zamarła. Czas jak gdyby się zatrzymał. Spojrzała na Harry'ego ze zdziwieniem, po czym nagle rzuciła mu się na szyję i zaczęła piszczeć z radości.
-Na Merlina! Od kiedy? Chłopiec czy dziewczynka? A może bliźniaki? Macie już pomysł na imię? Myślicie już o ślubie? Będę mogła zostać matką chrzestną? Który to już miesiąc? Czy...- Zasypała chłopaka pytaniami, ale on tylko uśmiechnął się.
-Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. 
-Och Harry...Ty jak zwykle działasz mi na nerwy.- Westchnęła brązowowłosa.
-Wiem. - Stwierdził wybraniec z rozbrajającą szczerością.
-Odpowiesz mi chociaż na jedno pytanie?
-Dobrze, ale tylko jedno- Szelmowski uśmiech wykwitnął na ustach wybrańca
-Jak się czuje Gin? - Nastała cisza. W oczach chłopaka błysnął cień strachu i niepewności, ale po chwili milczenia odpowiedział.
-Ona...ona ni czuła się zbyt dobrze. Bardzo się stresuje, i zabrali ja do świętego munga na badania. Okazało się że wszystko jest w porządku, ale Ginny...chciała tam zostać.
-Och.
-Ale to na pewno przez nerwy. Rozumiesz, hormony ciążowe i takie tam...
-Muszę iść się z nią zobaczyć. - Stwierdziła brązowooka.
-Ale...Ale Miona! Miałaś kupić suknię ślubną...
-Suknia może zaczekać. Moja przyjaciółka jak widać mnie potrzebuje. - Stwierdziła, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Harry złapał ją za ramię.
-Hermiono, ona...Ona nie przyjmuje gości. - powiedział, a widząc, że dziewczyna próbuje coś powiedzieć, dodał : Żadnych.
-Zrozum, Harry. Muszę zobaczyć co się z nią stało. I zobaczę. choćbym miała stać pod drzwiami jej sali przez cały dzień i całą noc. - Po tych słowach wybiegła z sali.
                                                                                ~
-Dzień dobry. Gdzie znajdę Ginny Weasley? - Hermiona szybkim krokiem weszła do budynku szpitala i stanęła zniecierpliwiona przed punktem informacji.
-Bardzo mi przykro, ale pani Weasley nie życzy sobie, aby ktokolwiek ja odwiedzał. - stwierdziła obojętnym tonem dziewczyna siedząca za ladą i wróciła do piłowania paznokci. W byłej gryfonce zagotowało się ze złości.
-Nic mnie do nie obchodzi do cholery jasnej! - Wrzasnęła -Mnie będzie chciała zobaczyć! Czy pani nie rozumie, że moja przyjaciółka, prawie że siostra prawdopodobnie ma teraz załamanie nerwowe?! Czy pani do rozumie?! ja się muszę z nią zobaczyć teraz! - A kiedy przestraszona kobieta chciała coś powiedzieć, Miona wrzasnęła - MAM TO GDZIEŚ ŻE ZACHOWUJĘ SIĘ JAK WARIATKA! JESTEM HERMIONA GRANGER I ŻĄDAM ŻEBY MNIE PANI TAM WPUŚCIŁA! -Po czym nagle rozpłakała się.
W oczach dziewczyny za ladą widać było przerażenie. Dookoła nich zebrała się już gromadka ludzi, którzy na nazwisko Granger natychmiast zaczęli szeptać między sobą. Miona wiedziała co mówią, pomimo tego że ich nie słyszała. "To ona! Przyjaciółka Pottera!", "Ponoć torturowali ją u Malfoy'ów","Tyle przeżyła!" "Widzisz? Tam, niedaleko nadgarstka. Wycięli jej napis szlama. ", "Biedna dziewczyna...". Nienawidziła tego. Nie była to niewdzięczność. Po prostu...kiedy oni o tym wszystkim mówili ona...czuła się jakby przeżywała to wszystko od nowa. Jakby to wszystko zdarzyło się jeszcze raz. Nagle jedne z drzwi do sal jednoosobowych otworzyły się. Burza skołtunionych, rudych włosów wyłoniła się zza framugi. Wszyscy odwrócili się w tamtą stronę. Hermionie zaparło dech w piersiach.
-Gin...-Szepnęła i zrobiła krok w jej stronę.
-M...M-Miona?- Jęknęła cicho Ginny. Chwilę stały i patrzyły sobie w oczy, z niekłamanym wzruszeniem, a po chwili rzuciły się sobie w objęcia.
-Hermiono, Mionko, Misiu, Miono...-Ginevra szeptała te słowa w kółko, bez przerwy i wymawiała je tak, jak gdyby były one dla niej najważniejszą rzeczą na świecie. - Ja...Ja myślałam że wszy-wszyscy o mnie zapomnieli...
-Ginny. Nie mogła bym o tobie zapomnieć. Nigdy. - Poczekała chwilę, aż rudowłosa dziewczyna wyplacze się w jej ramię a potem powiedziała:
-Chodź, opowiesz mi co się stało.
~
Mała Wesley'ówna leżała na łóżku, a obok na krześle siedziała panna Granger i delikatnie głaskała ją po ręce.
-Gigi...- zaczęła Hermiona i od razu zalał ją nurt wspomnień. Wojna. Ukrywanie się w lesie. Listy, pisane kodami. Gigi i Misia. Tak się podpisywały. Ponoć śmierciożercy znaleźli ich, złotą trójcę, przez wypowiedzenie słowa "Voldemort", ale dziewczyna wiedziała swoje. W jednym z listów nieumyślnie podała wskazówkę, która mogła naprowadzić popleczników Sami-Wiecie-Kogo na miejsce pobytu Jej i chłopaków.  Wiedziała że to przez nią, ale nigdy, nikomu o tym nie powiedziała. Ginny też milczała, jak zaklęta. To była ich mała, słodko-gorzka tajemnica. Zatopiona w myślach Miona prawie zapomniała gdzie się znajduje. Delikatnie potrząsnęła głową i zaczęła mówić dalej. Mimochodem zauważyła też, że na Ginny to stare przezwisko również wywołało duży wpływ. - Harry powiedział mi że cały czas się czymś martwisz. Że ciągle jesteś zestresowana. Powiedział...powiedział że nie chcesz widzieć żadnych gości. Nawet jego. On uważa że to przez hormony i takie tam, ale ja, czuję że jest jeszcze coś. Coś, o czym nie chcesz nikomu mówić. Czy mówię prawdę? - Ciężarna dziewczyna leżąca koło niej zacisnęła mocniej palce na dłoni brązowookiej. Po jej policzku spłynęła mała, samotna łza. -Możesz mi powiedzieć, kochanie. -Szeptała dalej, opiekuńczym tonem Granger.
-Nie powiesz nikomu? Hermiono, czy możesz mi przysiąc że nikomu nie powiesz?
-Przysięgam. Jeżeli chcesz możemy nawet zawrzeć magiczną przysięgę.
-Nie, wystarczy mi twoje słowo. Ufam ci. Powierzyłabym ci swoje życie.
-Więc...powiedz mi. Powiedz mi wszystko.
-To dziecko...To dziecko nie jest Harry'ego. - Jęknęła cicho Ginevra, a jej najlepsza przyjaciółka otworzyła szeroko oczy. Nie mogła złapać oddechu. Zaczęło jej się kręcić w głowie. Jak to: Nie Harry'ego?! To przecież nie możliwe! Zawsze byli nierozłączni. Kochali się jak nikt, kogo znała. Byli wzorem idealnej pary. Próbując opanować Bicie serca, Miona wycharczała cicho:
-Czy-Czyje?
-Zabiniego. Blaisa Zabiniego. -Odpowiedziała całkiem blada i drżąca na całym ciele Gin, po czym zemdlała.
~
I jak? Podobało się? :) Pisanie tego rozdziału było dla mnie niezmiernie męczące, ponieważ jako osoba o bardzo dużej empatii, silnie odczuwam uczucia postaci, o których piszę. Mam nadzieję że przy tym rozdziałe pojawi się komentarz od jakiegoś nowego czytelnika ;)

~Moone