sobota, 18 kwietnia 2015

~1~

Na wstępie:
  • rozdziały nie będą nazywane
  • nowe posty będą pojawiać się w okresie BARDZO nie regularnym
  • Nie będę dedykować rozdziałów, ale co jakiś czas wspomnę o kimś lub komuś podziękuję ;)
  • Rozdziały nie będą zbyt długie
Mam nadzieję że żaden czytelnik nie będzie miał nic przeciwko :)

~
Chciałabym podziękować Ashtcie (nie wiem jak to się odmienia T_T ) za pierwszy komentarz. :) Mam nadzieję że nie ostatni ;)

~
Hermiona obudziła się z krzykiem. Znów ten sen. Prześladował on ją od trzech tygodni i nie ustępował ani na chwilę. Ponadto widziała go, czuła go razem z emocjami w nim zawartymi, nawet w dzień. Nie mogła w pełni cieszyć się wszystkim co czekało ją w następnych dniach gdy przed oczami miała światła tira jadącego po prawie pustej drodze, rozpaczliwie próbującego zahamować i uniknąć zderzenia z małym autem osobowym. Najbardziej w całym śnie przerażało ją że jest on taki...realistyczny. Wydawało się że to wszystko dzieje się naprawdę. Ciężko jest wyrwać się wtedy z objęć nocy. Na razie ani razu nie udało jej się obudzić się w połowie snu. Zawsze zrywała się w tym samym momencie. W  momencie, w którym wie się już co się stanie, ale nie ma się czasu już na żadną reakcję. Nie ma się czasu na pomyślenie o bliskich. Nie ma się czasu na przeproszenie tych wszystkich, których przez całe swoje życie się zraniło. Nawet po obudzeniu ten moment, ten urywek snu wisiał jej przed oczami i rozsiewał grozę, która ogarniała ją całą i sprawiała że nie mogła czuć się już bezpieczna. Straszne są chwile w których widzisz małe dziecko biegnące przez ulicę i nagle zza
zakrętu wyjeżdża rozpędzony motocykl...albo gdy w aucie które cię mija widzisz szczęśliwą rodzinę,       a w wieczornych wiadomościach widzisz zdjęcia ich twarzy na liście zmarłych w wypadku samochodowym. W takim momencie czujesz, że mogłeś coś zrobić, a nie zrobiłeś. A czy możesz sobie wyobrazić gdy do takiej sceny dochodzi jeszcze żywe i wyraźne odczucie strachu, zaskoczenia i smutku, dokładnie takie jakie czuje osoba będąca ofiarą w zaistniałej sytuacji? Czy możesz wyobrazić sobie uczucie że to mogłeś być ty? Właśnie to czuła teraz Hermiona Granger. Strach. Na szczęście, nie była osobą która trzyma wszystkie problemy w sobie, i sama stara się z nimi uporać, choćby nie wiem jak duży ciężar niosłyby ze sobą. O tym dziwnym śnie poinformowała już przyjaciół, Harry'ego i Ginny, którzy już po kilku dniach znaleźli rozwiązanie. Eliksir rozbawienia. W odpowiedniej dawce powoduje śmiech, nieograniczoną radość oraz nadpobudliwość, ale w mniejszej porcji może sprawić że złe wspomnienia znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ( co w przypadku czarodziejskiego świata nie jest zbyt nadzwyczajnym określeniem). Tak czy inaczej od tych paru dni codziennie rano Miona zażywała owe kilka kropli eliksiru i mogła cieszyć się życiem tak samo jak kiedyś. Także tym razem pierwszą czynnością wykonaną po przebudzeniu się było pośpieszne napojenie się zbawczym płynem. Czuła jak płynie on w jej żyłach i sprawia że wszystkie problemy znikają. Odetchnęła z ulgą i wzięła się za dobieranie ubrań. W końcu jej wybór padł na delikatną, jasno różową sukienkę i kremowe buty. Uśmiechnęła się do odbicia. Musiała wyglądać wyjątkowo pięknie, ponieważ właśnie tego dnia z Ronem szli do sklepu wybrać suknię ślubną. Uroczystość miała się odbyć za dwa tygodnie i wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, najlepiej jeszcze trochę przed czasem (jak to na Hermionę Granger przystało). Jednym machnięciem różdżki, na którą od niedawna miała specjalny, elegancki pokrowiec i trzymała go zawsze przy sobie, przywołała na stół zestaw śniadaniowy w postaci miski z mlekiem, płatków oraz croissanta z dżemem. Usiadła i jedząc, zaczęła przyglądać się "ścianie wspomnień". Razem z Gin wpadły na ten pomysł tuż po przeprowadzce do Miony do nowego mieszkania. Na owej wyżej wspomnianej ścianie, która znajdowała się za kanapą, wisiało mnóstwo zdjęć: magicznych, poruszających się fotografii oraz zwykłych, mugolskich, z czasów jej dzieciństwa. Największa, znajdująca się po środku pokoju przedstawiała uśmiechniętych i machających ludzi na tle Hogwartu. Została zrobiona tuż po wielkiej odbudowie. Wszystkie postacie miały wycieńczone miny, a ciała mizerne. Widać było że pracowali od dawna, bez prawie żadnych przerw. Ale przez zmęczenie przebijała się wielka radość. W pierwszym rzędzie stało dobrze znane trio gryfonów. obok nich znajdowała się cała Gwardia Dumbledore'a oraz George z Fredem, który po ciężkich zabiegach i rehabilitacji wrócił do siebie, pomimo tego że przez jakiś czas był na skraju śmierci. Za tą gromadą kłębiło się mnóstwo osób z domu węża. Prawie cały Slytherin po śmierci Czarnego Pana "nawrócił się". Niektórzy naprawdę cieszyli się z końca niewoli, a niektórzy robili to, aby uniknąć wyroku w Azkabanie. Chyba jedynym który od czasu wojny nie pokazał się publicznie był Dracon Malfoy. Na początku krążyły pogłoski, że popełnił samobójstwo aby dołączyć do ojca, ale po tygodniu jeden z reporterów "Proroka" zobaczył go w oknie Malfoy Manor, upitego i rozwalającego większość przedmiotów które stanęły na jego drodze do kanapy, na której, położył się byłoby zbyt delikatnym określeniem, rozwalił się i zasnął płytkim snem, a z ust spływała mu stróżka śliny. Jednogłośnie stwierdzono że należy po prostu dać mu spokój, bo prędzej zacznie rzucać klątwami w kogokolwiek kto się do niego zbliży niż zacząłby tłumaczyć co jest przyczyną jego stanu. Dziewczyna otrząsnęła się z chwilowego zamyślenia, ponieważ wpatrzona w fotografię prawie wpakowała sobie łyżkę z mlekiem w sam środek czoła, szybko skończyła jedzenie, wstała, zerknęła na wychodnym w lustro i lekko poprawiła fryzurę, po czym uśmiechnęła się do odbicia i wyszła z domu.

~

Miałam dość duży dylemat czy wstawić to co mam, czy napisać dłuższy rozdział, ale postanowiłam, że lepiej nie przesadzać i resztę zostawiam na rozdział 2 :)

czwartek, 16 kwietnia 2015

~Prologue~ Inizio

Za oknem przewijają się w kółko te same obrazy. Drzewa pochylone są w stronę jezdni, a w wzdłuż drogi usypane są strome zbocza ze żwiru i gruzu. Na dworze jest lodowato, pomimo wczesnej wiosny, ale ja, siedząca we wnętrzu ciepłego samochodu nie odczuwam mrozu przenikającego do szpiku kości wszystkich podróżnych próbujących złapać stopa. Jestem pewna że będę żałować swojej decyzji. Więc? Dlaczego zdecydowałam się akurat na takie zakończenie? Dlaczego postanowiłam zapomnieć, chociaż wiedziałam że to niemożliwe? Westchnęłam cicho. Prowadzenie samochodu nie przychodził mi z łatwością, a zwłaszcza teraz, kiedy tyle się dzieje...nie chciałam dalej tego ciągnąć, ale czy naprawdę musiałam zakończyć to w ten sposób? uciekając bez słowa? Łzy zapiekły mnie pod powiekami i po raz kolejny w ciągu tych trzydziestu minut jazdy zmusiłam siebie do jechania prosto i nie zawracania. Zrobiło się cicho. Nawet w mojej głowie. Wszystkie moje myśli jakby skupiły się w jedno miejsce i wyszły na świat w postaci jednej, małej łzy płynącej powoli po moim policzku. starłam ją delikatnie. Teraz jechałam w zupełnej ciszy. Nagle poczułam wibracje w kieszeni kurtki. Kierownica wyślizgnęła mi się z rąk i zakręciła w bok. Wpadłam w poślizg. Dłuższą chwilę zajęło mi opanowanie pojazdu, ale udało się wrócić na drogę. Oddychałam nierówno. To on. Wiedziałam o tym. Czułam to. Sięgnęłam wolną ręką po telefon. SMS. To takie do niego niepodobne, ale jednak. Przypomniała jej się rozmowa z przed kilku dni. Wtedy to brzmiało ironicznie. Obraźliwie. Ale teraz nabrało sensu. Spojrzała na ekran i wtedy ciszę przerwał przeraźliwy pisk opon i ogłuszający dźwięk klaksonu.

~
Jeżeli ktoś jest ciekawy co oznacza nazwa rozdziału: Inizio to po Włosku początek :)
Liczę że prolog się spodoba.
Rozdział pierwszy mniej więcej za tydzień, ale może być szybciej.
Bardzo proszę o komentarze.
~Moone